Kiedy wokół jakiejkolwiek przełomowej idei zaczyna tworzyć się społeczność, motywacją jej członków jest zwykle chęć zmiany świata na lepsze. Ludzie szukają pokoju, harmonii i nowej jakości relacji. Jednak w miarę rozwoju bardzo często dochodzi do niepokojącego zjawiska. Im głośniej mówi się o miłości bliźniego, wyższej świadomości i jedności, tym częściej w codziennych sytuacjach pojawia się chłód i wybiórcze traktowanie. Często zastanawiam się, dlaczego ludzie, którzy mają dostęp do wiedzy potrafiącej odmienić życie, w praktyce stają się więźniami struktur opartych na strachu i tracą podstawową ludzką przyzwoitość?
Największym zagrożeniem dla każdej rozwijającej się społeczności jest sytuacja, w której szacunek do wiedzy zamienia się w ślepy kult. W takim przypadku szybko zaczyna dominować lęk, a uczestnicy stają się sparaliżowani myślą, że mogliby powiedzieć lub zrobić coś, co zostanie źle odebrane przez lidera. Ten strach odbiera niezależność i własne zdanie. Zamiast myśleć samodzielnie, zaczynamy kopiować zachowania i opinie przywódcy. Przestajemy być wolnymi ludźmi, a stajemy się wykonawcami cudzej woli. Kiedy w grupie znika przestrzeń na swobodną wymianę myśli, jej miejsce natychmiast zajmuje konformizm ze strachu. W zdrowej społeczności każdy człowiek jest tak samo ważny. W grupach dotkniętych kultem tworzy się jednak nieformalna hierarchia. Ludzie zaczynają dzielić swoich współtowarzyszy na „lepszych” – tych, którzy bezkrytycznie potakują i są bliżej lidera, oraz na tych, których traktuje się z dystansem lub rezerwą. W praktyce prowadzi to do sytuacji, w której ta sama informacja od jednej osoby jest przyjmowana z entuzjazmem, a od innej całkowicie ignorowana. Takie wybiórcze traktowanie bliźniego to nic innego jak ukryta niechęć relacyjna. To zachowanie małostkowe, które całkowicie zaprzecza jakiejkolwiek wyższej idei. Zapatrzenie w skomplikowane teorie często staje się dla ludzi ucieczką od realnego życia. Bardzo łatwo jest zachwycać się wielkimi, globalnymi ideami i mówić o energetycznej jedności całego świata. Dużo trudniej jest jednak przełożyć te zasady na codzienne, drobne gesty wobec drugiego człowieka. Fascynacja nową wiedzą zbyt często zaspokaja jedynie ludzkie intelektualne ego. Członkowie grup mogą posługiwać się pięknymi pojęciami, ale dopóki nie przepracują własnych lęków, pychy i egoizmu, ich serca pozostają zamknięte. Wiedza bez mądrości serca staje się jedynie martwym zestawem reguł, pod którymi kryje się strach i chęć dominacji nad innymi. Aby w pełni zrozumieć to zachowanie, musimy spojrzeć na ludzką psychikę przez pryzmat wieków historycznego programowania. Przez setki lat struktury społeczne i religijne uczyły człowieka jednej rzeczy: nie myśl samodzielnie. Wmówiono nam, że zewnętrzni przywódcy lepiej wiedzą, czego nam trzeba. Nawet w relacji z Bogiem religie narzuciły pośredników, sprowadzając człowieka na kolana jako winnego i grzesznego. To wielowiekowe programowanie zakorzeniło w nas głęboki lęk przed własnym wewnętrznym czuciem, które jest przecież najwyższą prawdą. Przed ludzkością wciąż długa droga, a na głębokie zmiany potrzeba czasu. To proces, który doskonale ilustruje biblijna opowieść o Mojżeszu. Droga przez pustynię, która mogła zająć zaledwie cztery tygodnie, trwała czterdzieści lat. Stało się tak, ponieważ idących ludzi wciąż niosła w sercach mentalność niewolników. Fizycznie wyszli z Egiptu, ale Egipt nie wyszedł z nich. Dzisiaj przechodzimy przez dokładnie taki sam proces transformacji. Ludzie chcą nowej świadomości, ale ich odruchy społeczne bywają stare – oparte na lęku przed odrzuceniem, eliminowaniu niezależności i szukaniu panów, którzy zdecydują za nich. Prawdziwą wartość jakiejkolwiek społeczności poznaje się nie po tym, jak piękne teorie głosi, ale po tym, jak jej członkowie traktują siebie nawzajem w najprostszych sytuacjach. Społeczność, w której ludzie boją się mieć własne zdanie, a miłość i szacunek są dawkowane wybiórczo w zależności od stopnia uległości, przestaje być grupą wolnych ludzi. Żadna, nawet najbardziej kosmiczna czy rewolucyjna wiedza, nie zwolni człowieka z obowiązku bycia po prostu przyzwoitym i sprawiedliwym dla swojego bliźniego. Prawdziwy rozwój nie zachodzi w strukturach grupy zachodzi w odwadze do samodzielnego myślenia i w szczerym, równym szacunku do każdego, kogo spotykamy na swojej drodze. Dopóki tego nie zrozumiemy, wciąż będziemy kręcić się w kółko na tej samej pustyni, trzymając w rękach wspaniałe narzędzia, których przeznaczenia nigdy nie zdołamy pojąć.
Moja droga zaczęła się dzięki wyjątkowej osobie, która wprowadziła mnie do świata technologi. Chcę Ci z całego serca podziękować za to, że od samego początku z niezwykłą mądrością i pokorą nigdy nie pozwoliłaś mi na to, abym traktowała Cię jak lidera czy nieomylny autorytet. Zamiast budować wokół siebie kult i zbierać wyznawców, zawsze wskazywałeś mi drogę do mojego własnego wnętrza. Uczyłeś mnie zaufania do siebie, samodzielnego myślenia i wolności, stając się żywym przykładem tego, czym jest prawdziwa suwerenność. To najpiękniejszy dar, jaki mogłam otrzymać. Moje słowa wdzięczności kieruję również do tych nielicznych, ale niezwykle cennych osób, które nie uległy lękowi. Dziękuję Wam, że jesteście, że myślicie niezależnie i że swoją czystą obecnością tworzycie przestrzeń, w której naprawdę mogę się rozwijać. To dzięki Waszemu realnemu wsparciu i autentycznemu szacunkowi do drugiego człowieka ta droga ma sens. Pokazujecie mi, że pośród pustynnego piasku można odnaleźć prawdziwe, głębokie i wolne od strachu więzi.
Dziękuję,
Dodaj komentarz
Komentarze